Czy będzie rewolucja?

Czy będzie rewolucja?

Owszem, ale raczej nie taka, której ja np. bym chciał, a która Polsce jest moim zdaniem niezbędna natychmiast, czyli taka, której efektem jest osiągnięcie celu opisanego prostym a trafnym hasłem „Wypierdalać”. Rewolucja dokona się w głowach młodych i ciut starszych, zaś doświadczenia formacyjne z akcji w październiku 2020 r. będą miały dla uczestniczących w nich znaczenie podobne jak dla tych, którzy doświadczali Marca, Grudnia, Czerwca czy Sierpnia, zmienią społeczeństwo, nie zmieniając niestety władzy.

Dobre i to, chciałoby się powiedzieć za szewcem, który rzucił kopytem w partacza-czeladnika, ale trafił we wredną małżonkę. Lecz ja się niecieprliwię, widząc pisowską „ohydę spustoszenia”, sam nie mam już za wiele lat, a ubolewam nad każdym dniem, w którym ból zadawany jest kolejnym ofiarom braku równości i wolności, nad cierpieniami konkretnych ludzi, którzy nie są niczemu winni, nad zmarnowanymi talentami, szczęściami, które w warunkach opresyjnej dyktatury nie mają prawa się wydarzyć, a w innych krainach, bardziej fartownych, są po prostu codziennością, tak oczywistą, że aż często niedostrzegalną.

Naoglądałem się przez te pięć ostanich lat tylu momentów, które „mogłyby być przełomowe”, że mi ta potencjalna przełomowość uszami wychodzi, od grudnia 2016 po lipiec następnego roku. Jest jak wtedy, ale jednocześnie jest zupełnie inaczej. I w tym inaczej pokładam nadzieję. Polega ono na tym, że już nikt z protestujących nie zwraca uwagi na słowa np. prof. Matczaka (przy całym moim dla niego szacunku), że wchodzenie do kościołów zmobilizuje elektorat PiS w wyborach. Wybory, irytujący chwilami mainstreamie „demokratyczny”, są za trzy lata – to po pierwsze, pod drugie, co banalnie oczywiste: będą jeszcze mniej wolne, równe i uczciwe, niż te, które 6 razy przepieprzyliście (śmy) z rzędu do tej pory. Poza tym, dla człowieka 20-letniego trzy lata to wieczność, a dla nas chwila, w tym sporze jednak to zawsze młodsi mają rację.

Znowu nie ma planu, koorydnacji, jest pełen spontan i kompletnie nikt nie myśli, gdzie postawić granicę, lub gdzie ją postawi bezprawna, kryminalna władza. A już kompletnie nikt nie układa planów tego, co zrobić w wypadku nagłego zwycięstwa (kto ma rządzić, na jakich podstawach, co zrobić w ogóle?), które realnie nie jest niestety osiągalne, choć naprawdę bardzo chciałbym się mylić. W tym ujęciu nie ma żadnej rewolucji, jest manifestacja sprzeciwu. I PiS to rozumie, dlatego nie bardzo się boi.

Ale są i pozytywne aspekty, czyli np. to, że następuje całkowite wyabstrahowanie działań młodych manifestantów od kunktatorskiego mainstreamu, to nie jest żaden bunt skierowany przeciw tłustym kotom i kotkom, lecz raczej po prostu wzięcie sprawy w swoje ręce. Ludzie zdają się mówić: skoro nie widzicie, co się dzieje, jak jesteśmy zdeterminowani, jak nas boli, a do tej pory wasze metody nie tylko temu nie zapobiegły, ale wręcz żyrują staus quo, to… idźcie sobie, sami sobie poradzimy. „Wypierdalać!” nie jest wulgarnym i bezrozumnym wrzaskiem „czerni”, lecz celnym programem zmiany cywilizacyjnej, tylko bowiem realizując to hasło w praktyce, możemy nie dać się czarnej sotni i kunktatorom wywalić się z Europy i Unii.

Jestem tedy ciut zadowolony, a ciut mi żal. Bo wolałbym doczekać zmiany przed czasem, kiedy do wyjścia na ulice potrzebny będzie mi balkonik. Jestem więc od młodych egoistycznie niecieprliwszy.

fot. Mikołaj Kiembłowski

Leave a Reply