O Bartku bardziej osobiście

O Bartku bardziej osobiście

W lipcu 2017 roku, jako jeden z organizatorów protestów obywatelskich przeciw pisowskiemu zagarnianiu sądownictwa, omiatałem wzrokiem tłum przy barierkach, którymi PiS odgrodził Sejm od wyborców. Kiedy z pierwszych kilkudziesięciu, stu osób zrobiło się kilkadziesiąt tysięcy, twarze nic mi już nie mówiły, przynosiły tylko satysfakcję z poczucia wspólnoty w słusznej sprawie. Nie wiem, kiedy dokładnie w tym tłumie zacząłem dostrzegać szczupłego chłopaka, który nazywa się Bartosz Kramek.

Tak, oczywiście, słyszałem o nim wcześniej, bo jako facet zaangażowany w pomoc Ukraińcom od początku, że tak szumnie powiem, stulecia, musiałem wiedzieć o Otwartym Dialogu, o tym, że dostarczał obrońcom mojej ukochanej Ukrainy kamizelek kuloodpornych, kevlarowych hełmów i noktowizorów, czyli artykułów pierwszej potrzeby w czasach rosyjskiej inwazji. Być może ten sprzęt uratował życie któregoś z moich przyjaciół, moich bliskich (byłem żonaty z cudowną Ukrainką), więc moja wdzięczność nie była teoretyczna, przemyślana, lecz pochodziła z samego dna duszy.

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tej pomocy, pomyślałem: Ale Kozaki! Bo inne NGO-sy skupiały się na bardziej „konwencjonalnych” sposobach wspomagania sióstr i braci Ukraińców (w czym nie ma niczego złego, dopóki nie zaczyna się mieć pretensji do „Kozaków” i ich zwalczać).

Parokrotnie uległem już potrzebie chełpliwości i coś tam napisałem na wallu o tym, na czym polegała moja pomoc Ukraińcom, nie chcę tego powtarzać (jest google), ale napiszę tylko, że nad moim biurkiem wisi dyplom od ministerstwa spraw zagranicznych Ukrainy: „za osobiste zaangażowanie i pomoc w sprawie obrony interesów i praw obywateli Ukrainy, a także wybitny wkład w kreowanie dobrosąsiedzkich stosunków ukraińsko-polskich”. Przytaczam to tylko dlatego, że są osoby, które ze mnie (!) chcą zrobić ukrainofoba. To komedia, ale nie takie bzdury, jak widać po przypadku Bartka, zyskują zwolenników i uczynnych propagatorów. O sprawę ukraińską walczyłem na wielu polach, i na tym skończę swoją „ekspiację” w tej materii.

Bartek zaś… Bartek zaś jest ode mnie młodszy o całe pokolenie. Jest zupełnie inaczej ukształtowany, sprawniejszy i silniejszy ode mnie. Gdy pierwszy raz się ze mną spotkał (powiem wrednie: to spotkanie na moje zaproszenie było jednym z elementów procesu mojej prywatnej weryfikacji pomówień), uderzyła mnie w nim całkowita nieumiejętność fałszu. Oczywiście nie znaczy to, że Bartek nie umie być „dyplomatą”, tylko tyle że jego uczucia dla wprawnego oka są widoczne jak machanie ogonem psa z kamienną twarzą przy pokerze. Patrzyłem na niego i nieco narcystycznie i zbyt protekcjonalnie myślałem: a) zazdroszczę mu umiejętności i przebojowości b) jak dobrze, że Bartek jest, sprawa bliska memu sercu jest w dobrych rękach.

Współpracowaliśmy potem okazjonalnie, kiedy była potrzeba. Nigdy mnie nie zawiódł, wręcz przeciwnie: wnosił więcej, niż oczekiwałem. Cenię go i darzę przyjaźnią. Dlatego stoję za nim murem bez żadnej przenośni ani hasztagu.

Mam nadzieję, że to jakoś „usprawiedliwia” moje zaangażowanie w sprawę.

Kajetan Wróblewski

Leave a Reply