Efekt papugi

Efekt papugi

#FreeKramek #FreeKhasoev Open Dialogue Foundation / Fundacja Otwarty Dialog #ZaWolnąRosję

Tytułowe zjawisko znacznie łatwiej wychwycić w mediach, niż bardziej znany „efekt motyla”. Jeden tytuł trzaśnie coś durnowatego, a cała czereda powtarza bezmyślnie za nim. Skrzywdzeni są nie tylko bohaterowie publikacji, ale i ich odbiorcy. Koleżanki i koledzy po piórze! Nie krzywdźcie opinii publicznej! Jeśli macie się za czwartą władzę, nie kopiujcie partactwa tej pisowskiej!

Doskonałym przykładem tego efektu jest seria publikacji, która nastąpiła po ukazaniu się w „Rzepie” tekstu o sprawie Bartosza Kramka (linki w komentarzach), gdzie czytamy w tytule (co ustawia opinię odbiorcy) „Dowody mocne, areszt to przesada”. Następnie następuje „poetycki” (czyli czysta spekulacja bez żadnych podstaw) lead: Bartosz Kramek wplątał się w sieć biznesów ukraińskiego szwagra. Sąd uchylił areszt, ale zgadza się z prokuraturą.

Mało kto, bądźmy szczerzy, czyta dalej. Więc przeciętny odbiorca (dez)informacji wynosi z tego przekonanie, że: aha, coś jednak jest na rzeczy z tym Kramkiem i „praniem pieniędzy”. Po czym przechodzi do tekstu o tym, że Edyta Górniak gada do słoika z restrukturyzowaną przez Ziębę wodą, a ona jej odpowiada w wymiarze kosmicznym. To się właśnie nazywa partactwo, czyli psucie opinii cechu złą robotą. I nie ma, że „fluktuacja kadr” i złe czasy korpo-clickbaitów wymuszają na biednych dziennikarzach takie numery. Na miłość boską! W każdej redakcji są jednak ludzie, którzy robią jakiś czas „sądówki”, niekoniecznie więc trzeba posługiwać się w tej materii za każdym razem debiutantami, którzy nie znają prawniczego żargonu i realiów sądów.

Rozbieramy partactwo na części:

„Sieć biznesów szwagra” – Ów szwagier (nie rosyjski oligarcha, jak sugerują media PiS, lecz ukraiński biznesmen, który musiał uciekać z Krymu przed Rosjanami, którzy Krym najechali) był normalnym i legalnie zatrudnionym pracownikiem firmy prowadzonej przez Kramka. Zajmował się swoją działką – usługami teleinformatycznymi dla firm. Jak ktoś nie ogarnia, co to są usługi teleinformatyczne, to jeszcze nie powód, żeby sugerować, że to coś podejrzanego.

„Sąd zgadza się z prokuraturą” – gówno się zgadza, bo odrzucił jej wniosek o areszt bezwzględny, wyznaczył kaucję i po jej wpłaceniu Kramka wypuścił, wbrew prokuraturze – to raz. Natomiast sformułowania wyciągnięte z uzasadnienia decyzji sądu (wypuszczającej Kramka na wolność) typu: „zachodzi wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynu” czy „dowody uprawdopodobniają” (nie ma żadnych dowodów – w tym cymes, jest „założenie prokuratury” i nic więcej) to jest sądowa mantra – rytualne zwroty stosowane przez sądy przy wydawaniu każdej decyzji aresztowej – to autorom publikacji, nie tylko w „Rz”, powie każdy karnista i każdy reporter sądowy. Wyciąganie z tego wniosków, że „dowody są mocne” to jak dowodzenie, że katolicy mają rację, bo ksiądz podczas mszy to potwierdza. Liczą się fakty, najbardziej uparte rzeczy pod słońcem, a fakty są takie: w kraju, gdzie sądy akceptują 91% wniosków prokuratury o areszt (co samo jest skandalem) sąd Kramka wypuścił na wolność. A sąd też człowiek, musi mieć przed władzą jakiś „dupochron”, czyli właśnie prawnicze rytuały.

Tak należy czytać grę sądową w sprawie Kramka, w której pisowskie media już zaatakowały sędziego wydającego decyzję za to, że należy do stowarzyszenia Iustitia. A nie wysyłać w świat komunikat o „mocnych dowodach” w momencie, kiedy – taka jest prawda – ani sąd, ani obrońcy, ani tym bardziej autorzy partacze do końca nie zapoznali się z 40+ niejawnymi tomami akt sprawy.

Jedna papuga drugiej papudze

Narrację o „mocnych dowodach” podchwycili newsowcy z Onetu, który wprawdzie o niebo lepiej od „Rz” wyjaśnia, o co biega, ale niestety utrwala bzdurę, zawierając w leadzie rytualne stanowisko sądu wobec wniosków obrońców (sąd się z nimi nie zgadza, ale postępuje zgodnie z ich postulatem: wypuszcza Kramka – jeszcze raz to podkreślam). Pozostaje czekać na ukazanie się wywiadu, jakiego Bartek udzielił Marcinowi Wyrwałowi z Onetu. Tyle że już „mocne dowody” poszły w świat. No i oczywiście TVPiS. Szczujnia nie omieszkała skorzystać z okazji i z satysfakcją kłamie, że „sąd zgodził się z prokuraturą” (Tej szczujni FOD również wytoczył proces za pomówienia i sąd dokładnie podziela stanowisko powoda, zamknięcie Kramka byłoby dla TVPiS, jak dla innych mediów i polityków PiS, odpowiadających przed sądem, na rękę).

Nie ma żadnych dowodów, ani mocnych, ani słabych

Z całą odpowiedzialnością, popartą wiedzą, jaką mam obecnie, mogę stwierdzić jedno: na razie sytuacja wygląda tak: prokuratura nie ma żadnych dowodów na to, że pieniądze zarabiane przez firmę Kramka pochodzą od firm/ osób, które parały się jakąś nielegalną działalnością (nb. co za tym idzie: skąd w ogóle Kramek miałby wiedzieć o tym, że jakiś podmiot, na rzecz którego wykonuje usługi, czymś takim się para?). Prokuratura jedynie podejrzewa (!), że usługi wykonywane przez Silk Road były fikcyjne. Nie ma na to żadnych dowodów – to czysta spekulacja, jak – w odrzuconych przez ABW – fałszywkach z Mołdawii (sprawa szeroko opisywana w mediach).

Prokuratura uważa, ale nie ma dowodów. Prokuratura ocenia, że coś jest fikcją (w dodatku opodatkowaną i zarejestrowaną), ale to jest jedynie jej opinia. Na podstawie zaś opinii nie wsadza się ludzi do aresztu, co… zostało potwierdzone decyzją sądu o wypuszczeniu Kramka na wolność. Krótko a żołniersko: mniemamy, że Kramek to złodziej, a że nie mamy, wysoki sądzie, na to żadnych papierów, niech wysoki sąd go wsadzi do aresztu na tyle, żebyśmy mogli gonić króliczka, bo wiemy, że złapać się go nie da.

Polska spychana przez PiS w „Ruskij Mir”

To właśnie na obszarze putinowskim wsadza się ludzi do łagrów, bo władza coś o nich „uważa”. A uważa ich za wrogów, w związku z czym usłużny aparat dostarcza „dowodów” na ich winę, a dowody te natychmiast potwierdzane są przez bratnie dyktatury. Kramek ukradł portfel ruskiemu kosmonaucie na księżycu? Voilà: potwierdzi to film kazachskiej telewizji i Wojciech Biedroń z wPolityce.pl. Robienie kryminalistów z aktywistów opozycyjnych to specjalność dyktatur: vide Chodorkowski, Nawalny czy Abliazow.

Dziennikarze niezależnych jeszcze mediów nie powinni tej przestępczej fikcji żyrować i podtrzymywać w żadnym wypadku. Powinni sprawdzać i myśleć. Po prostu rzetelnie wykonywać swoją pracę, a nie zachowywać się jak stado papug, wzmagając szum dezinformacyjny nieprofesjonalnymi doniesieniami.

Ważna Sprawa

Dziś, niestety za paywallem, ukazał się w „Gazecie Wyborczej” list w obronie Jewgienija Chasojewa (w transkrypcji angielskiej Khasoev), rosyjsko-buriackiego obrońcy praw człowieka, którego władze Polski PiS zatrzymały na wniosek Rosji, gdzie oskarżony jest już nawet nie o jakieś ciemne interesy, ale wprost o szkodzenie władzy. To kolejny dowód na współpracę Polski PiS z Putinem, jak w przypadku Kramka.

Pamiętajmy: #solidarnośćnasząbronią
Dziennikarze: #wolnemediatomediaodpowiedzialne

Kajetan Wróblewski
fot. Adobe Stock/Sergey

PS Z ulgą dowiaduję się, że Chasojew został wypuszczony z polskiego aresztu.

Leave a Reply