List do Grzegorza Dyndały

List do Grzegorza Dyndały

Czytam (w „GW”), że mamy zamach stanu. Na wszelki wypadek sprawdzam datę wydania – ale nie, dzisiejsza, nie z 2015, 16, 17 czy 18 roku. Jeśli dopiero „lex TVN” i sposób jego przeprowadzenia godne są nazwania zamachem stanu, to czymże było ułaskawienie bandy czworga z CBA przed prawomocnym wyrokiem? Czymże był wybór dublerów do Trybunału Konstytucyjnego? Czymże były ustawy o prokuraturze i terroryzmie? Czy też cały cykl „ustaw” sądowych? Czym wreszcie były wydarzenia z nocy 16/17 grudnia 2016 roku w Sali Kolumnowej?

A może tak porozmawiamy o prawach człowieka?

O „orzeczeniach” byłego TK? Lub „projektach ustaw” o LGBT? Może wspomnimy też, że wielu z protestów, które w wyżej wymienionych sprawach odbywały się na bieżąco, „wolnym mediom” nie chciało się nawet nie tyle sprawozdawać, ile nawet o nich wspominać. Za to czytam też, również dzisiejsze, stanowisko TVN o ataku na wolność słowa i prawo własności, zakończone „groźbą”, która PiS rzuci na kolana, mianowicie apelem do Dudy, żeby nie podpisywał.

Gdzie wszyscy byliście przez ostatnie 6 lat?

Bo na pewno nie w rzeczywistej Polsce, tylko w waszej wizji Polski, składającej się z zamkniętego kręgu polityków, dyżurnych ekspertów i komentatorów od wszystkiego i niczego jednocześnie, rzeczników prasowych, którzy wam farmazony wciskali za waszą zgodą, na waszą prośbę nawet, bo między nimi a wami trwa w najlepsze toksyczno-symbiotyczny związek. Parafrazując Niemöllera:

Gdzie byliście, gdy przyszli po kobiety?
Gdzie byliście, gdy szli po LGBT?
Gdzie byliście, gdy szli po sędziów i prokuratorów?
Gdzie byliście, gdy przyszli po wolność i edukację młodych?

Ano byliście w waszym zamkniętym świecie „gier parlamentarnych” i „oficjalnej polityki”

Zdawaliście sobie sprawę z „pełzającego zamachu stanu”, ale fraza ta wam, „obiektywnym sprawozdawcom rzeczywistości”, nie chciała przejść przez gardło, musieliście się wyręczać a to Zollem, a to Sikorskim. Pełzał ten zamach stanu, wiadomy wszystkim, bo PiS nie kryło się nawet z kolejnością poszczególnych składowych, pełzał, aż w końcu dopełzał i do was. Czy ja mam do was pretensje? Ależ skąd, zauważam jedynie, że wszystkie wymienione przeze mnie grupy, na których prawa i wolności PiS się „zamachuje”, również uczestniczą (jednak w różnym natężeniu) w podtrzymywanej przez was – nas wszystkich – nierzeczywistości, z której, wedle wielu, wyprowadzić ma nas jakiś Tusk. Cud przepowiadany jest w tej nierzeczywistości regularnie, przy okazji każdych wyborów. Przypomnę tylko, że wszystkie przerżnęliśmy, niechcący solidarnie. To jedyna solidarność, jaka nam do tej pory wyszła. Teraz też mamy czekać na kolejną odsłonę cudu. A ja wam z całą mocą proroka (w tym kraju bycie złym prorokiem to mało płatna lecz pewna fucha) powiadam: cudów nie ma. Powiem boleśniej: okoliczności dla nich są coraz nieprzychylniejsze.

Śp. trener Górski wśród swoich nieśmiertelnych powiedzeń miał i to: Tak się gra, jak przeciwnik pozwala. I PiS gra tak, jak mu pozwalamy. Traktując władzę bandytów jako dopust boży, a jak wiadomo najlepszym lekarstwem na morowe powietrze są wybory i „praca u podstaw”, czyli edukacja – jak się ludzie dowiedzą (niedługo chyba na tajnych kompletach, tym razem obejmujących także tajne uniwersytety trzeciego wieku), że dżuma jest zła, to wyzdrowieją sami z siebie, a zawstydzone choróbsko sobie pójdzie. Przypominam tylko, że żaden system nie upadł od tego tylko, że był zły i niemoralny do szpiku kości, lecz musiał okazać się niewydolny. Tymczasem en masse tej niewydolności polskie społeczeństwo nie odczuwa. I jeszcze długo nie.

Albo naszą wspólną mową natychmiast stanie się: tak, tak, nie, nie, dzięki czemu wspólnie znajdziemy się w jednej rzeczywistości, co dopiero może zaowocować szerszą solidarnością, albo popadniemy w niewolę. Czym innym jest jednak niewola dla elit, a czym innym dla nastoletniego dzieciaka LGBT w Pcimiu.

Cud nie nadejdzie,

bo cud drzemie potencjalnie w nas samych, wolności mamy tyle, ile zdołamy sobie wyrwać. Pytanie więc jest takie: ile jej nam wszystkim trzeba i ile jesteśmy skłonni poświęcić dla wolności innych? Na razie nie poświęciliśmy nic.

Tu l’as voulu, George Dandin.

Leave a Reply