Matnia

Matnia

Strumień uchodźców z mordowanej przez reżim Putina Ukrainy płynie nadal. Jednocześnie polityka Zachodu wobec ofiar wojny doprowadza do tego, że część z nich nie ma wyjścia i wraca nie tylko na Ukrainę, ale i na tereny okupowane przez raszystów. To forma nacisku na Kijów, żeby zgodził się na jak najszybciej na pokój z Raszystanem. Ten pokój zaś, co oczywiste, będzie jedynie odroczeniem mordu na ukraińskim społeczeństwie

„Realpolitik”, czyli pokój zamiast sprawiedliwości, to w istocie zgoda na unicestwienie Ukrainy.

Z jednej strony Ukraina przymuszana jest do zawarcia go „kroplówką” z uzbrojeniem (Zachód tak boi się użycia broni nuklearnej na Ukrainie, że da ją podbić Putinowi, żeby ocalić Ukraińców przed zagładą, której Putin i tak dokona potem metodami z Buczy czy Mariupola), z drugiej sposobem traktowania ukraińskich uchodźców, którzy są nimi de facto, ale nie de iure, a więc w wielu krajach Europy, do których jakimś cudem dotarli, nie przysługują im prawa należne uchodźcom, tylko traktuje się ich jak chwilowych imigrantów. Owszem, mają co jeść i gdzie spać, ale na tym koniec. Zachód jest egoistyczny, owszem, ale istnieje różnica między egoizmem niemieckim (link w komentarzu nr 2) , gdzie uchodźcy nie są bezdomni i mają co jeść, nawet gdy są „tymczasowi”, a polsko-pisowskim, który od takich faktów abstrahuje. Ba, tworzy z premedytacją blokadę na trasie uchodźców na Zachód (uchodźca już nie ma jak przejechać przez Polskę za darmo w drodze do starej Europy), ani państwo, ani samorząd nie zajmują się w żaden sposób relokacją zagraniczną. W Polsce nie ma żadnej instytucji, która w ogóle zajmowałaby się w sposób kompleksowy milionami ludzi, którzy uciekli do nas przed wojną. Po państwie PiS można byłoby się tego spodziewać, ale opozycja okopana w samorządach nie jest wcale lepsza.

PiS używa uchodźców w politycznej wojnie domowej z opozycją w dwóch celach: a) do pognębienia samorządów i NGO-sów, na których barki zrzucił opiekę nad nimi, b) szykuje ich do roli czarnego Piotrusia, na którego będzie można zwalić skutki kryzysu.

Kryzys godności

Problem głodnych i bezdomnych rodzin ukraińskich obrońców Europy zniknął w praktyce z agendy polityków i mediów. Nie tylko polskich. Kryzys humanitarny zaczyna po cichu zmieniać się w katastrofę. A już mamy do czynienia z kryzysem godności.

Wydzwania do mnie z Hiszpanii kobieta po 60., która ma córkę z porażeniem mózgowym po 30., a ta z kolei kilkuletniego syna, od kilku miesięcy są tam pod opieką Czerwonego Krzyża:

Błagam pana, ja nie chcę tu zostawać, karmią i mamy gdzie mieszkać, ale nie ma żadnych kursów językowych, nie mogę iść do żadnej pracy, nie ma opieki na ten czas nad córką ani wnukiem, ja już tu wariuję, nie mamy grosza przy duszy, czuję się zupełnie ubezwłasnowolniona, chcę do Polski – płacze, skarżąc się na nieustanne bóle głowy i bezsenność

I za każdym razem muszę jej tłumaczyć, że w Polsce miałaby jeszcze gorzej. Tylko to jej w żaden sposób nie pomaga.

Wiem, jak jest – mówi do mnie przedstawiciel UNHCR – ale nie mamy żadnych środków. Co z kolei nie pomaga wcale na moją bezsenność i bóle głowy, towarzyszące mi w pracy przy relokacji uchodźców tam, gdzie przynajmniej nie będą głodni. Bo głodni i zagrożeni bezdomnością pojawiają się tam, gdzie pracuję, czyli w ostatnim czynnym całą dobę punkcie recepcyjny przy Dworcu Wschodnim w Warszawie codziennie. Nie pomaga to też na to, że pracuję w zespole, który potrafi relokować ludzi tam, gdzie będą mieli jak najlepsze z możliwych warunki, ale któremu nikt nie płaci za pracę, którą odwalmy za państwo i samorządy, przynosząc im miliardy złotych oszczędności.

Uchodźcy chcą pracować, nie chcą być na garnuszku socjalnym. Tyle że przeważnie nie mogą. A na pewno szczególnie trudne jest to u nas.

Przeżywamy codziennie tragedię potrójną: wysłuchujemy historii o mordach, gwałtach, torturach, głodzie, utracie wszystkiego, oferta pomocy jest coraz mniejsza, a my za parę dni nie będziemy sami mieli z czego żyć.

Za to polskie społeczeństwo kupiło drona, za którego wartość uratowalibyśmy kilkadziesiąt tysięcy ludzi wywiezionych do Rosji czy z rejonów zniszczonych przez raszystów. Więc nawet społeczeństwo woli wydać własne pieniądze na coś „spektakularnego”, niż na ratowanie narodu ukraińskiego przed eksterminacją i sowietyzacją.

Są tam bohaterscy ludzie, którzy ofiarnie ratują Ukraińców. Należy ich wspomagać ze wszystkich sił, a tymczasem Warszawa, kluczowy punkt przesiadkowy na trasie transportów uchodźczych, zamyka się coraz bardziej.

Warszawa, miasto zamknięte

Codziennie dociera tutaj kilkaset osób na własną rękę i drugie tyle transportami ewakuacyjnymi. Na warszawskich dworcach nie mają już prawie żadnej pomocy, a już zupełnie ci, którzy trafiają na nie nocą (tylko na Wschodnie pozostał punkt całodobowy). Zamykają się kolejne noclegownie, punkty żywieniowe i magazyny z darami. Miasto, zamykając 5 sierpnia ośrodek w Arenie Ursynów, de facto zamknie się na uchodźców. „System” zorganizowany jest tak, że wszyscy mają być kierowani do największego łagru dla uchodźców w tej części Europy, czyli do Expo w Nadarzynie, 28 km od Warszawy. Dystans w sam raz, żeby nie widzieć, że to bardzo zły pomysł. Nadarzyn od dawna przestał pełnić funkcję relokacyjnego przystanku na trasie uchodźców, sam reklamujący się jako „Dworzec Europa”, wysyła coś koło jednego autobusu dziennie do Niemiec, a tam ludzie zostawiani są sami sobie. Expo na Modlińskiej, wyklęte przez wojewodę, ma zacząć przyjmować jedynie osoby z PESELami. Czyli nikt, kto właśnie przekroczył granicę, nie znajdzie tam pomocy. A z powodu braku recepcji na dworcach ludzie zaczną trafiać na ulicę, Wschodnia ma zamknąć się z końcem września.

Już nie ma praktycznie darmowych biletów kolejowych, żeby uchodźcy mogli przynajmniej uciec dalej na Zachód, już nie ma darmowej komunikacji miejskiej, żeby mogli szukać pracy czy załatwiać dokumenty lub jeździć do stołówek, których też już nie ma.

Pomoc się skończyła, ale nie nie skończyli się głodni, bezdomni i spragnieni.

– Słuchaj, mam 7-osobową rodzinę w jednym pokoju, właściciel jeszcze bierze za nich te 40 zł dziennie, ale to małe miasteczko, nie ma pracy, nie mają już za co jeść, a on nic nie daje – takie telefony to dla mnie codzienność.

A za chwilę, jesienią, ruszy kolejna fala tych, których zmusi do ucieczki brak ogrzewania i jedzenia. Jak to wpłynie na morale ukraińskich żołnierzy, skoro nie potrafimy pomóc ich rodzinom?

Nikt nie wie jak my, ludzie z pierwszej linii, jak to naprawdę jest. Jak to jest walić w mur obojętności rządów, samorządów, bogatych NGO-sów, celebrytów i bogaczy, którzy pomagają, ale jedynie we własnym interesie. Nigdy tym najsłabszym, o których cicho, dopóki nie zaczną zamarzać na ulicach. Może zresztą wyjadą na Ukrainę i tam zamarzną lub zostaną zruszczeni, poza zasięgiem, przepraszam za dziaderski język, naszych sumień.

Pomóżcie pomagać? Jakże to mdłe wobec tego, że nam pomagają za darmo ludzie, którym raszyści wymordowali rodziny, a których Polska ani UE nie ma gdzie przenocować ani czym nakarmić. Czarna rozpacz.

Leave a Reply